środa, 7 listopada 2012

Czym jestem?

"Król poszedł do swego ogrodu i zastał tam więdnące i umierające drzewa, krzewy i kwiaty. Dąb powiedział mu, że umiera, gdyż nie może być tak wysoki jak sosna. Gdy zwrócił się do sosny, dowiedział się, że więdnie ona, gdyż nie może znieść, że nie ma takich winogron jak winorośl. A winorośl umiera, ponieważ nie może kwitnąć jak róża. W końcu znalazł jedną roślinę kwitnącą i świeżą jak zawsze - był to bratek. Na swoje pytanie król otrzymał taką odpowiedź: 
- Uznałem, że gdy posadziłeś mnie, chciałeś, żebym to ja wyrósł. Gdybyś chciał dąb, winorośl czy różę, posadziłbyś je. 

A więc pomyślałem: 

jeśli mogę być tym, czym jestem, spróbuję być tym najlepiej jak potrafię. Nie mogę być nikim innym, tylko tym, czym jestem. I staram się być tym czym jestem, na tyle, na ile potrafię."

autor nieznany

piątek, 12 października 2012

Jesień


Czuć, że nadeszła jesień. Nie tylko w powietrzu, ale i w sercu. Wkrada się nostalgia, jakaś dziwna tęsknota za tym, co odeszło. Koło życia kręci się szaleńczo, deszcz kapie na moją głowę zamiast delikatnego głaskania ciepłych promieni słońca oświetlających twarz. Chowam się przed wiejącym wiatrem, owijam szczelnie kokonem, by chłód nie dostał się do mojej skóry. Jego dotyku nie chcę. Zamykam powieki, by oczy nie szczypały od mrozu zwiększającego się z dnia na dzień. Lada moment, a pod ciepłą czapką dźwięki będą grać tylko w mojej głowie, zamiast rozbrzmiewać we wszystkim, co mnie otacza. 
Dobrze posiadać kubek gorącej kawy rozgrzewający dłonie, niepozwalający całkiem zamarznąć...

niedziela, 26 sierpnia 2012

Lekcja numer...

Bo człowiek czasem myśli, że coś wie, ale tak naprawdę gów... nie ma pojęcia.

W wyniku mojej głupoty połączonej z niecierpliwością oraz wieloma czynnikami, na których wymienianie zabrakłoby tu teraz miejsca (a mnie czasu), przeglądałam wczoraj na pewnym portalu internetowym kolejne strony tematu o usuwaniu niechcianych tatuaży. Łączę się z piszącymi tam osobami w bólu, jak na razie nie fizycznym, a psychicznym, bo ten kto tego nie przeżył nie wie, jakie to uczucie posiadać ozdobę, którą, w przypływie paniki, aż chce się zdrapać do mięsa choćby paznokciami. Byle tylko zniknęła. Ale nic to! Czytamy, zapoznajemy się... O, a co to za mądralińska... ,,Było nie robić, skoro teraz chcecie usuwać, a jak już się nie podoba, to zróbcie sobie cover w porządnym studiu!''. No krew się gotuje, myślę sobie: Taka mądra, bo jej to nie dotknęło. Łatwo komuś tak mówić, skoro nie ma pojęcia, co taki ktoś czuje. Zerkam na avatar. Hm, gdzieś go już widziałam! Zerkam na nick. No tak, ten też już znam. 

Tak, to byłam ja. Kilka lat temu. 

Kurtyna. 

sobota, 19 maja 2012

Nie lubię

Nie lubię nocy. 

Nie bez powodu mówi się, że w ciemności czają się potwory. W mojej okolicy jest ich naprawdę wiele, lubują się w wyciąganiu po mnie swoich brudnych łap. Gdy ucieknę od jednego, pojawia się następny, gorszy. Zamykam oczy, oddycham szybko. Nie widzę ich, ale to nie znaczy, że zniknęły. Cichy chichot dobiegający moich uszu sprawia, że przechodzą mnie ciarki. A potem potwór snuje swoją historię...

Nie lubię zasypiać.

Gdybym mogła, w ogóle bym nie spała. Zawsze, kiedy mam się położyć do łóżka, bo zmęczenie nie daje mi już usiedzieć, czuję się bezbronna. Kiedy się już położę - ogarnia mnie strach. Zamykam oczy, oddycham powoli. Byle do rana... Nagle moje płuca przestają działać. Duszę się. Nie mogę oddychać. W głowie pojawia się krótka informacja z napisem "koniec". I tak umieram, co noc. I co noc wracam do żywych. Lampka zapala się na zielono, to jeszcze nie ten moment. Serce przestaje kołatać.

Nie lubię poranków.

Trzeba wstać. Zwlec się z łóżka, które jeszcze parę godzin temu było pułapką. Trzeba przywdziewać uśmiech na twarz, kiedy nie ma się ochoty uśmiechać. Udawać, że jest się szczęśliwym robiąc to, co nie prowadzi wcale do szczęścia. Zasrany bęben maszyny losującej. Marzę o tym, aby ten dzień się skończył, choć jednocześnie pragnę, aby trwał. Bo gdy przyjdzie noc...

Nie lubię nocy.

Ale o tym już wiecie...

niedziela, 6 maja 2012

Echo



I'm out on the edge and 
I’m screaming my name like a fool at the top of my lungs 
Sometimes when I close my eyes 
I pretend I'm all right but it's never enough.

niedziela, 15 kwietnia 2012

W czasie deszczu...

Długo zbierałam się, aby coś tutaj napisać. Może dlatego, że ostatnio piszę więcej z obowiązku, niż dla przyjemności? Czasem trzeba i tak.

Wiosna zdążyła przyjść i odejść. Teraz jakby znowu wraca, choć nieśmiało... Wcale bym się nie obraziła, gdyby wkroczyła raźnym krokiem. Wiosna to moje baterie. Moja pora. Budzę się z zimowego snu, rozkwitam niczym pąki. Mam dużo energii i pozytywnego nastawienia do świata. Jakoś łatwiej z problemami, gdy za oknem zielono...

Zostawienie pewnych spraw pod grubą warstwą lodu było dobrym pomysłem. I nawet jeśli ten lód stopnieje, to woda zabierze ode mnie to, czego nie potrzebuję.

Pomimo, że za oknem deszcz tłucze o parapet, cieszę się, że pada. Deszcz oczyszcza. Zmywa to, co stare, a gdy już to zrobi, to przynosi słońce i tęczę. Trzeba tylko dać się obmyć...